„Barwy słów zmieniające odcienie falami jak stroboskopowe światło kałamarnicy”, czyli nic nie jest takie na jakie wygląda w literaturze dydaktycznej w konwencji eco

Amerykański pisarz Jeff Vandermeer (rocznik 1968), po publikacji wielu uznanych książek (między innymi wydanych po polsku „Finch”, „Podziemia Veniss” i „Shriek: Posłowie”) oraz zdobyciu kilku najważniejszych nagród w dziedzinie fantastyki, postanowił pójść jeszcze dalej niż dotychczas i stworzyć cykl nie mający sobie równych we współczesnej literaturze – trylogię Southern Reach. Już jej pierwszy niedawno opublikowany tom „Unicestwienie” stanowi subtelne połączenie metaforycznej wizyjności, uniwersalnej symboliki i intelektualnego rozmachu, pozwalającego nam odnieść opisane tu wydarzenia do świata rzeczywistego, co jest właściwe tylko najwybitniejszym twórcom science fiction.

Mowa tu o tajemniczej Strefie X, będącej punktem centralnym całego cyklu, do której (przynajmniej oficjalnie) trafia już dwunasta ekspedycja, wysłana przez tajną organizację Southern Reach. Tym razem tworzą ją tylko kobiety: biolożka, psycholożka, geodetka i antropolożka. Każdy, kto przybywa tu w celach badawczych, zobligowany jest przez swych zwierzchników do prowadzenia skrzętnej dokumentacji i przede wszystkim dziennika. Niniejsza powieść jest stylizowana właśnie na dziennik pierwszej z nich. Choć już podczas szkolenia eksploratorki informowane były o tym, że trafią do miejsca niezwykłego, to jednak to, czego doświadczyły zupełnie nie miało odzwierciedlenia w powszechnie przyjętej wersji. Strefa X jest bowiem idealną przestrzenią do snucia fantastycznych opowieści: tajemnicza, opuszczona, położona nad oceanem, składająca się z wielu przejściowych unikalnych ekosystemów i urozmaicona tylko latarnią morską oraz opuszczoną i zdewastowaną osadą. Nie bez przyczyny narratorką jest tutaj osoba zajmująca się na co dzień badaniem przyrody, gdyż to właśnie natura – jak się niebawem okaże – wbrew pozorom nie tylko w świecie powieściowej fikcji, co stara się udowodnić Vandermeer, włada naszym życiem w każdym, nawet najmniej istotnym detalu.

Cała ludzka wiedza w tym miejscu nie ma żadnego zastosowania, jakby prawdopodobnie przeprowadzone tu niegdyś eksperymenty wszystko przewartościowały i zdewaluowały. Badaczki bardzo szybko, co prawdopodobnie było zamierzone przez organizatorów, w pobliżu swego obozu odnajdują zakopany obiekt, którego schody prowadzą w głąb ziemi. Nie wiadomo co to jest, gdyż zdania są podzielone: jedni nazywają to tunelem, inni optują za koncepcją wieży. W „Unicestwieniu” to motyw bardzo powszechny. Szkopuł nie tkwi w tym, aby coś będącego hipotetycznym zagrożeniem nazwać, zinterpretować, sprowadzić do swojego poziomu, czyli dopasować do sztucznej nomenklatury, a następnie zastosować jasno sformułowany plan jego anihilacji. Vandermeer zdaje się tutaj apelować do nas o rozwagę w poznawaniu świata. Niedopuszczalne jest przecież to, aby człowiek wszystko to, co istnieje niezależnie od niego, postrzegał jako nieznane lub po prostu nieprzystosowane do wiwisekcji zagrożenie, którego trzeba jak najszybciej się pozbyć. Podobnie jak bohaterka tej powieści nie jesteśmy w tym świecie sami. Bez zastanowienia, bez żadnej analizy oczywistego przecież ryzyka, badaczki wkraczają w obcą sobie przestrzeń i już po chwili ich wyobraźnia, umysł i intuicja nie są w stanie poradzić sobie z nacierającymi jak huragan doświadczeniami nie z tego świata. Ich ignorancja skutkuje zniewoleniem. Okazuje się, że na ścianach korytarza w wieży zapisane są przedziwne frazy, które swą melodyjnością przypominają biblijne psalmy. Choć ich znaczenie wręcz natychmiast w człowieku powinno uruchomić zmysł ucieczki, w tym wypadku uczestniczki ekspedycji interesuje nade wszystko sama technika zapisu, na którą składają się symbiotyczne organizmy.

„Unicestwienie” stara się wykazać, że przyroda, kiedy tylko zechce, będzie mogła się nam sprzeciwić, gdyż zbyt wiele zła w jej kierunku zostało już wyrządzone przez pseudocywilizację. Strefa X, po destabilizacji swojej naturalnej harmonii, jest przykładem środowiska chcącego się uniezależnić i pozbawić największego wroga w postaci człowieka. Narratorka, jako osoba dotychczas starająca się zahamować destrukcyjne procesy, jest tego dogłębnie świadoma. Udało się jej w bardzo krótkim czasie stać częścią tego organizmu i błyskawicznie doceniła jego atuty: „Powietrze było takie czyste, takie świeże, podczas gdy po drugiej stronie granicy został świat epoki nowoczesności: brudny, wymęczony, niedoskonały, schyłkowy, wojujący z samym sobą”[1]. Pomimo to wszystkich przybywających ludzi to miejsce chce unicestwić, nie ufa już nikomu.

Wydaje się, że ta opowieść jest tylko tłem dla tego, co Vandermeer chce nam przekazać w rzeczywistości. W tej tak krótkiej książce, będącej na dodatek tylko pozycją inicjującą cały cykl, mówi o wielu bolączkach współczesnego świata, z których kluczową jest dwulicowość ludzkich charakterów. Każdy człowiek jest aktorem, przybiera najprzeróżniejsze maski, ciągle udaje, a uzewnętrznić jest się w stanie tylko w sytuacjach krytycznych, takich jak te opisane w „Unicestwieniu”. Gdyby nie to, to być może koszmarne, psychodeliczne i paranoidalne wizje, wraz z hipnozą i psychoanalizą, nie pokonałyby tak wielu uczestników licznych ekspedycji. W świetle tego ostateczną konkluzją jest przecież to, że za pośrednictwem kłamstwa nigdy nie dotrze się do prawdy. Nikt nie jest w stanie dotrzeć do sedna, prawdziwego znaczenia i fundamentu otaczającego nas świata, dla którego przyroda jest tylko kamuflażem i opakowaniem. Aparatura diagnostyczno-badawcza zawsze będzie zbyt prowizoryczna do tego celu, bo została stworzona przez człowieka, który z natury jest ograniczony przez swą tendencję do wypracowywania klasyfikacji. Tym samym, choć rzeczywistość mogłaby istnieć bez naszego udziału, każdy stwarza swój mikroświat, iluzję na własny użytek: „Te wszystkie miejsca są prawdziwe i nieprawdziwe. Tworzę je na nowo w swojej głowie każdą kolejną myślą, każdym zapamiętanym szczegółem, i ciągle się zmieniają. Czasami są kamuflażem albo przebraniem. Czasami czymś prawdziwszym”[2]. Nie zmienia to jednak faktu, że nasza chęć zniwelowania wrażenia niepewności i naturalnej tajemniczości prowadzi wyłącznie do zagłady. „Unicestwienie” pokazuje nie tylko jak niewiele wiemy o samych sobie, lecz przede wszystkim eksponuje znikomość naszej wiedzy wobec nieskończonego wszechświata. Zbiór naszych pojęć zapełnia jedynie fikcja, „niekompletna, niedokładna, bezużyteczna”[3], która bohaterce tej powieści uświadamia coś niesamowicie użytecznego, a zarazem trywialnego: źródłem naszych problemów nie jest niedobór „prawdziwych odpowiedzi”, a nadmiar nieumiejętnie zadawanych pytań. Zbyt dużo wśród nas przypadkowości, ignorancji i egoizmu, aby dotrzeć do nieskazitelnej prawdy, której poszukiwanie nie jest wyłączną domeną bohaterów powieści.

Oprócz tego powieść Vandermeera skupia się także na relacjach międzyludzkich, które tutaj są tym bardziej frapujące, gdyż uczestniczki obecnej ekspedycji zostały pozbawione imion, charakteryzuje je wyłącznie wykonywany zawód – wszystko zostało zredukowane do biologicznej jedności. Od tego tylko krok do pokazania, jak niewiele trzeba, aby w człowieku ujawniła się jego zwierzęcość i wszystkie wartości zostały przytłoczone przez cielesne pragnienia. Strefa X nie ma granic, czym autor uwydatnia oczywisty fakt tego, że wszystkie sztucznie stworzone przez człowieka podziały działają na niego destrukcyjnie i nie pozwalają mu na pełny rozwój. Między innymi w taki sposób wszyscy jesteśmy manipulowani, już od samego dzieciństwa, w którym kryje się źródło wszystkich naszych późniejszych zachowań. Poza tym Vandermeer „Unicestwieniem” wpisuje się w nurt literatury ekologicznej, akcentującej istotność dbania o środowisko naturalne. Uczynione zostało to przedstawianiem mistyczności zwierząt, w tym wypadku będących o wiele bardziej „ludzkimi” od samych ludzi. Nie brak tu także tak oczywistych konkluzji jak „władza kłamie” bądź człowiek widzi tylko to, co chce widzieć, a nie to, co istnieje naprawdę. „Unicestwienie” pokazuje jak złudna jest oferowana nam wszędzie wizja możliwości wybierania – wszystko podlega przecież kontroli, nawet nasze życie, które jak się okazuje jest tylko projekcją i rytuałem, gdyż człowiek nie zna nawet samego siebie. Wobec tego jest to powieść-eksperyment, starająca się przewidzieć, jak wyglądałby znany nam świat, jeżeli zostałby pozbawiony swej iluzoryczności. Prawdopodobnie przeistoczyłby się w piekło, w którym ilu ludzi, tyle możliwych rzeczywistości, a najpopularniejsza droga dochodzenia do prawdy (dedukcja) okazałaby się fikcją. W czasie zagrożenia każdy zdany jest na siebie, ponieważ jakiekolwiek próby transcendencji (tj. przekraczania swojego Ja i cielesności) skutkować mogą tylko przemianą w coś irracjonalnego, na przykład „kokon bezczasowości”, bo istnienie człowieka jest zdeterminowane w swojej współzależności z przyrodą.

„Unicestwienie” kreuje hermetyczny świat za sprawą substancjalnej, wręcz hipnotyzującej czytelnika, narracji. Żadna informacja nie jest tu podawana przez autora przypadkowo, wszystko prędzej czy później staje się istotne. Takie książki jak ta, które na bazie klasycznych motywów starają się wypracować nowe rozwiązania fabularne i konstrukcyjne, nie są rzecz jasna mniej wartościowe. W obecnym czasie trudno jednoznacznie stwierdzić, co w science fiction jest nowe, a co anachroniczne. Pewne jednak jest, że dokonania tego typu autorów jak Jeff Vandermeer, którzy kodyfikują nowatorskie konstelacje poznanych już jednostek, są we współczesnej literaturze niezwykle istotne i wartościowe. Człowiek i stworzona przez niego cywilizacja już dawno dotarli do granic poznania. Teraz pozostaje nam tylko wykorzystać potencjał wizyjności i futuryzmu naszych umysłów, by uczynić naszą egzystencję nie tyle znośną, co mniej szkodliwą dla autonomicznego otoczenia, które także ma prawo do istnienia. I takie właśnie jest „Unicestwienie” – pełne przestrogi, pesymizmu, a zarazem mistrzowskiej aranżacji w fizycznej przestrzeni naszej mentalności. To czyni z nią powieść o hipotetycznym postapokaliptycznym świecie, w którym nie będzie miejsca dla człowieka.

Autor: Przemysław K.

Jeff Vandermeer „Unicestwienie”, przekład: Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2014, s. 232

——————————–

[1] s. 39

[2] s. 222

[3] s. 225

Cytat wykorzystany w tytule tego tekstu pochodzi ze strony 61.

Reklamy
„Barwy słów zmieniające odcienie falami jak stroboskopowe światło kałamarnicy”, czyli nic nie jest takie na jakie wygląda w literaturze dydaktycznej w konwencji eco