„Podejrzewam, że nie udałoby się znaleźć dwóch pisarzy tak różnych, jak my. Ale skoro takimi się kochamy, to świetnie. Jeśli myślimy o sobie o tej samej godzinie, to znaczy, że każde z nas potrzebuje swojego przeciwieństwa. Uzupełniamy się, identyfikując się czasem z tym drugim”, „Za bardzo kochasz literaturę, ona Cię zabije, a Ty nie zdołasz zabić ludzkiej głupoty”, czyli splin i Maestro, gdzie jesteś?

„Korespondencja” pomiędzy Gustavem Flaubertem (1821-1880) i George Sand (1804-1876) powszechnie uznawana jest za najbarwniejszą w dziewiętnastowiecznej literaturze. Niniejsza edycja jest niestety wyborem, gdyż spośród ponad czterystu zachowanych, czytelnik odnajdzie tutaj niewiele ponad sto pięćdziesiąt listów. Warto jednak zaznaczyć, że tom ten z powodu dokonanej selekcji nie jest wybrakowany – zawiera wszystko to, co najważniejsze i najbardziej absorbujące czytelnika. To przede wszystkim opowieść o starzeniu się, które Sand nazywa „dziecinnieniem” a Flaubert „krowieniem” i przeistaczaniem się w „starego histeryka”. Oboje wciąż otoczeni byli przez niezliczone informacje o śmierci osób sobie bliskich. Najgorszy obrót przybrało to dla autora „Bouvarda i Pécucheta” – z biegiem lat mógł zwierzyć się tylko Victorowi Hugo, a niewielką ilość czasu, jaka mu pozostała, postrzegał tylko jako ostatnią okazję na „zaczernienie” nielicznych „kartek papieru”.

Co świadczy o wyjątkowości akurat tej epistolografii? Przede wszystkim dogłębna odmienność interlokutorów nawet w kwestiach dla nich tak fundamentalnych, jak zagadnienia estetyczne, moralne i społeczne. To właśnie dlatego, że różnili się pod każdym względem, stworzyli duet unikatowy, bo uzupełniający się i za sprawą wymiany poglądów konstruktywnie wypracowujący pomiędzy sobą ożywcze konkluzje. Flaubert znany był ze swojego racjonalizmu, defetyzmu, introwertyzmu, bezustannego wątpienia i przede wszystkim z górnolotnych zamierzeń, jak te, aby być najwybitniejszym i stworzyć dzieło będące przykładem rozejmu pomiędzy Formą i Treścią. Sand natomiast była jego zupełnym przeciwieństwem. Kierowała się w życiu uczuciami i dlatego była niereformowalną optymistką. Zawsze – nawet wobec pewnej klęski – wierzyła w powodzenie swoich planów ze względu na przekonanie o konieczności wypełnienia życiowej misji każdego człowieka, czyli naprawy świata i uczestniczeniu w odgórnie zaplanowanym postępie. Wobec tych licznych antagonizmów szokuje wszechobecna w tej korespondencji życzliwość, braterstwo, wyrozumiałość i bezwarunkowe oddanie. Już w pierwszych listach są przekonani, że przyjaźń ta nie będzie opierała się na wzajemnym poprawianiu się i kłótniach, lecz dzięki „upieraniu się przy swoim” będą się „dopełniać, wyjaśniać, lepiej rozwijać, bo temu służy przyjaźń, także w literaturze, gdzie pierwszym warunkiem stworzenia rzeczy wartościowej jest być sobą”[1].

Znajomość tych wybitnych powieściopisarzy rozpoczęła się w 1863 roku, kiedy to George Sand – oburzona „niesprawiedliwością lub powierzchownością” recenzji na temat „Salambo” Flauberta – opublikowała tekst wypowiadając się o niej w samych superlatywach. Niewiele czasu minęło od tego momentu, gdy zaczęła swojego przyjaciela nazywać „bratem”, a on „szczerze (…) [ją] polubił” i określał ją mianem „drogiego mistrza”. Wymianę listów prowadzili ze sobą aż do śmierci Sand, zawsze z humorem i uszczypliwością tytułując się nawzajem „starymi trubadurami”. Chwalą nawzajem swoje co prawda odmienne książki, wymieniają się opiniami na temat różnych ważnych osobistości, czy powieści popularnych w tamtych czasach (Flaubert na przykład o „Don Kichocie” mówi: „Książka nad książkami? Czy można znaleźć coś piękniejszego?”[2]). Sand już po publikacji „Szkoły uczuć” zapewnia przyjaciela, że już może czuć się spełniony, bo na „zawsze zapewnił sobie miejsce w literaturze” stwarzając dzieło „bliższe rzeczywistości”[3] nawet od powieści Balzaka. Dla niej było oczywiste, że taki geniusz musiał zetknąć się z ignorancją. W listach autorstwa Sand nie ma końca pochwałom jego prozy, pisze na przykład: „Ogrom własnego mózgu sprawia mu kłopot. (…) Widzi wszystko i wszystko chciałby objąć jednocześnie. (…) Czytelnicy do niego nie dorośli, oczekują małych kąsków, wielkie kęsy ich dławią”[4].

Nas interesują inne kwestie, nade wszystko te dotykające problematyki ukształtowania warsztatu pisarskiego, w przypadku tych osobowości różniącego się w każdym calu. Flaubert przedstawia się tutaj jako ten ambitniejszy który przez wiele godzin, ze skrupulatnością zegarmistrza, układa „harmonijne zdania i ruguje asonanse”. Zwracał uwagę na najmniejsze cząstki oraz postulował o „ściślejszą nomenklaturę”, w przeciwieństwie do Sand myślącej ogólnikowo o całych opowieściach. Dla niego pisanie było męczarnią i „Katorgą Stylu”. Całymi dniami zastanawiał się nad odpowiednim słowem, dopiero odczuwał jakąś namiastkę radości, gdy w całym rozdziale udało mu się pozbyć wszystkich powtórzeń i kalek językowych. Chciał być kimś na wzór Boga, który stworzył świat i teraz jest w nim niedostrzegalny, dlatego nigdy nie mógł i nie pragnął uzewnętrznić „swoich skromnych opinii o sprawach tego świata”[5]. Sand nie rozumie dlaczego jej tak wybitny przyjaciel cierpi, gdyż przecież wszystko, co stworzył jest „takie naturalne, takie bogate, że aż się przelewa”[6]. Sama sprzeciwiała się wszelakim teoriom – jej pisarstwo opierało się na artykułowaniu pytań, a nie odpowiadaniu na nie. Do ostatecznych konkluzji spodziewała się dotrzeć dopiero wtedy, gdy umrze, czyli osiągnie stan platońskiej równowagi i pokona wszystkie „za i przeciw”. Z tych przekonań wyłania się także konsekwencja innego rodzaju. Sand – w przeciwieństwie do Flauberta – wcielała się w tworzone przez siebie postaci, kreowała je na swój wzór i obdarzała je swoimi cechami, nie zwracając przy tym uwagi na „Styl”. Dlatego radzi mu: „Powinien Pan wpuścić czasem wiatr na swoje struny”[7]. On, w odpowiedzi na tego typu wskazówki, wciąż skromnie akcentował swoją niekompetencję uparcie powtarzając, że „nie wie, jak należy pisać” i wciąż „udaje mu się wyrazić ledwo setną część (…) myśli i to po nieskończenie wielu próbach”[8]. Oboje w związku z tym nie stanowili „typu idealnego Artysty”, bo ich zdaniem barbarzyństwem byłoby skupianie się w literaturze na ekspozycji „wyjątków”, a sama Sztuka musi być „naukowa i bezosobowa” – mistrzostwo w tej kategorii osiągną przecież dopiero prozaicy XX wieku.

Pomimo to, iż wciąż narzekają na trudności wynikające z uprawiania tak niewdzięcznego zawodu, to zajęcie polegające na opisywaniu realów życia „dwunożnego zwierzęcia” było ich całym życiem. Sand wielokrotnie we współczesnych sobie czasach była oskarżana o grafomaństwo – napisała przecież kilkadziesiąt powieści. Tutaj nadaje to całej korespondencji humorystycznego zabarwienia: zapytana przez Flauberta o jedną ze swoich sztuk z rozbrajającą szczerością pyta: „Czy to ja napisałam? Nie pamiętam ani słowa! A Ty to czytasz? I naprawdę Cię bawi?”[9] Flaubert natomiast, pomimo ciężkiej pracy, potrzebował na napisanie jednej powieści około pięciu lat. „Gardząc przyjemnościami życia oraz rozkoszami szkła powiększającego”[10] w zupełności poświęcił się – w jakiś enigmatyczny sposób narzuconą sobie przez nieznaną siłę – literaturze, która była dla niego równoczesną „torturą” i „rozkoszą”.

To Flaubert najwięcej pisze tu o polityce. Ubolewa nad złym stanem państwa i wojnie z Prusami: „Rolnictwo upada, głód nadchodzi, nędza rośnie, niebawem może zamienić się w żakierię. Ale za to podbijemy Prusaków”[11]. Był do tego stopnia przenikliwy, że do pewnego stopnia niemal przewidział dwie wojny światowe: „Nim minie wiek, ujrzymy miliony ludzi mordujących się nawzajem w jednym starciu?”[12] Jest bezwzględnym patriotą. W chwili, gdy Francja znalazła się w niebezpieczeństwie nie wahał się wstąpić do armii. W swych ocenach jest bardzo krytyczny, wciąż narzeka na Francuzów, utożsamia ich nawet z barbarzyńskimi Hunami. Jego pesymizm jest tak intensywny, że jest pewny zagłady swojego narodu ze względu na „nieskończony kretynizm mas”, spowodowany „przeżarciem katolicyzmem”[13]. Ten nihilizm przybiera coraz drastyczniejsze formy. Swoje uprzednie oczarowanie potęgą ludzkości nazywa „złudzeniem” i teraz – jako dojrzały człowiek i doświadczony intelektualista – przestał wierzyć w „postęp” i „człowieczeństwo”, a obecny etap rozwoju bezceremonialnie nazywa „Chamstwem”. Sand podziela jego opinie. O swoim pokoleniu mówi, że jest „w połowie złożone z kretynów, w połowie zaś z obłąkańców”[14]. Te poglądy siłą rzeczy przenoszą się na literaturę i konkretną twórczość.

Flaubert czuje się zdruzgotany kolejnymi porażkami swoich dzieł, które były spowodowane przez to, że przewyższył całą swoją epokę i stosował nowatorskie techniki narracyjne. Choć, jak większość pisarzy pragnął sławy i uznania dla posiadanego talentu, zwykł mawiać, że nie pisze dla tłumów, lecz dla wybranych kilku osób lub nawet jednej. Czuł odrazę do jakiejkolwiek formy zbiorowości, społeczeństwo nazywał „niemoralnym” i „wstrętnym bydłem”. Mógł sobie na to pozwolić – wciąż powtarzał, że „pieniądze nie są celem” i co najważniejsze dla niego „nie są miarą sukcesu”[15]. W chwilach najbardziej krytycznych z walczącego o ideały bez względu na rezultaty i konsekwencje, przemieniał się w zrezygnowanego: „Uprawiam Literaturę wyłącznie dla siebie (…). Powie mi Pani, że powinienem służyć ludziom! Ale jak im służyć, skoro nie chcą mnie słuchać?”[16] Uznaniem darzyła go tylko nieliczna grupa – dopiero formująca się, a dziś zupełnie już zanikająca – „czytających” intelektualistów z klasy średniej, jako „mała grupa pokrewnych umysłów od wieków przekazujących sobie pochodnię”[17]. Dlatego w jego życiu kryzysom twórczym nie ma końca. Uznaje się za skończonego i pozbawionego „serca” pozwalającego mu tworzyć. Tym samym wyznaje: „Nie potrafię wykrzesać entuzjazmu dla żadnej idei, dla żadnego pomysłu na książkę. Brakuje mi Wiary. Praca stała się niemożliwa”[18]. Będąc pełnowymiarowym wcieleniem mistrzostwa i geniuszu w jednej osobie wciąż wątpi w swe możliwości i uznaje literaturę za coś „jałowego i zbędnego”.

Dużo się tutaj mówi o życiu literackim tamtych czasów: niekompetencji krytyków i skąpstwie wydawców. Rozważania w tej materii zawsze doprowadzają do ocen twórczości rozmówcy. Sand na przykład uważa, że każda książka Flauberta będzie „przerastać czytelników, których karmi się wciąż strawą na ich poziomie, zmuszając biedaków do trwania w prostactwie”[19]. W jednym aspekcie są zgodni: literatura ma kształcić i stymulować zmysły, czyli po prostu „budzić życie”. Z tego względu nie jest przeznaczona tym przekonanym o swojej wszechwiedzy, lecz tworzona jest dla tych dopiero „oczekujących wtajemniczenia”. W tej rywalizacji bezsprzecznie zwycięża autor „Pani Bovary”, który w przekonaniu Sand – pomimo nieaktualności przekonań i sukcesu – „zachował wrażliwość, szczerość i miłość sztuki”[20]. Dzięki temu „mistrzowsko penetrując i odtwarzając ciasne zakątki życia”[21] był w stanie stworzyć arcydzieła, które przetrwają wieki, choć w czasach mu współczesnych – ze względu na zbytnią oryginalność – były niezrozumiane. Pisarka wciąż swemu koledze po piórze przekazuje komplementy, najzwyczajniej zazdroszcząc mu „pamięci”, czyli „wielkiej wyobraźni i erudycji”[22]. Poza tym niniejsza epistolografia może także uzmysłowić nam za co w tamtych czasach ceniono Flauberta, wydaje się, że za „znakomitą intuicję, szerokie spojrzenie i autentyczną siłę”[23], które w tak wybuchowej mieszance skazywały autora „Pani Bovary” na zbliżenie się do ideału, dla Sand porównywalnego tylko z „szaleństwem”.

„Korespondencja” Flauberta i Sand pokazuje jak bardzo ich poetyki były odmienne, nawet jak na specyfikę tamtych czasów, które dziś – wobec doświadczenia awangardy – w wielu środowiskach określa się mianem „klasycyzmu powieściowego”. On był z natury obserwatorem, chciał ludzi uświadamiać i „szerzyć zmartwienie”, czyli pokazywać jaka jest prawdziwa natura egzystencji, a przy okazji wstrzymywać się od przekazywania swoich prywatnych sądów i poszukiwać idealnej formy realizmu. Jego przyjaciółka natomiast wobec i tak ogromnego zła świata, była zmuszona podkoloryzować nieco rzeczywistość. Zaniedbywała Formę tak pracując nad Treścią, aby jej bohaterowie – jak sama mówiła – nie byli kontestatorami, lecz żeby „zmagali się” z wydarzeniami. Oprócz tak oczywistych atutów tej książki jak walory biograficzne, historyczne i obyczajowe, jest ona wieloaspektową opowieścią o przyjaźni zdolnej przezwyciężyć wszystko i artystach, którzy w tak trudnych czasach poświęcili wszystko dla Sztuki i Literatury. W dzisiejszych realiach jawią się nam zupełnie nierealistycznie, lecz – jak pokazują te listy – ich mistrzostwo trwa nadal.

Autor: Przemysław K.

Gustave Flaubert, George Sand „Korespondencja”, przetłumaczył, opatrzył wstępem i sporządził przypisy: Ryszard Engelking, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2013, s. 336

——————————–

[1] s. 16

[2] s. 124

[3] s. 138

[4] s. 149

[5] s. 26

[6] s. 45

[7] s. 42

[8] s. 46

[9] s. 57

[10] s. 115

[11] s. 167-168

[12] s. 168-169

[13] s. 104

[14] s. 188

[15] s. 103

[16] s. 190

[17] s. 191

[18] s. 268

[19] s. 28

[20] s. 33

[21] s. 19

[22] s. 27

[23] s. 246

Cytaty wykorzystane w tytule tego tekstu pochodzą ze stron: 115 i 258.

Reklamy
„Podejrzewam, że nie udałoby się znaleźć dwóch pisarzy tak różnych, jak my. Ale skoro takimi się kochamy, to świetnie. Jeśli myślimy o sobie o tej samej godzinie, to znaczy, że każde z nas potrzebuje swojego przeciwieństwa. Uzupełniamy się, identyfikując się czasem z tym drugim”, „Za bardzo kochasz literaturę, ona Cię zabije, a Ty nie zdołasz zabić ludzkiej głupoty”, czyli splin i Maestro, gdzie jesteś?