„rechot wzmocniony przez echo przywołuje obrazy”, czyli pryzmat, menisk i biologiczna przestrzeń ciała

„Tonic” to czwarty tom wierszy w dorobku Mariusza Appela (rocznik 1974). Tym razem autor podejmuje problem koincydencji wszelkiego rodzaju skojarzeń pojawiających się podczas lektury tekstów literackich, które niestety tylko nielicznym mogą pomóc w skonstruowaniu własnego, autonomicznego obrazu rzeczywistości. Zatem wszystko to, o czym przeczytamy w tych wierszach siłą rzeczy będzie wytworem naszej wyobraźni. Z tego względu jest to poezja angażująca odbiorcę, który zetknie się tutaj z obrazami i zdarzeniami na pozór nie przedstawiającymi w ujęciu jednostkowym żadnej jasno określonej treści. Sens pojawia się bowiem dopiero wtedy, gdy w obrębie jednego utworu skonfrontuje się ze sobą każdy element, a efekt końcowy zestawi się z własnymi doświadczeniami. Dlatego właśnie poezję Appela należy traktować jako jeden z kluczowych głosów w młodej generacji twórców.

Najbardziej hipnotyzujący jest tutaj stosunek autora do czasu. Wydaje się, że po jego upływie pozostaje tylko „martwy naskórek”, czyli coś zupełnie zbędnego przy percypowaniu i „nicowaniu” otaczającego nas świata. Wkraczając w tę poezję każdy z nas staje się „morowym chłopcem” żyjącym w przestrzeni o nieokreślonej liczbie wymiarów. Nie znając granic wszystko wydaje się być możliwe. Nawet to, że szpital przeistoczy się w „kościół dla niewierzących” i „nieotynkowany dom bez okien”[1]. Podobna rzecz dzieje się tu z zapachami i pewnego rodzaju rozbiórką rzeczywistości, ponieważ Appela pociągają poszczególne molekuły. Chcąc dojść do tego co najważniejsze – wydaje się mówić podmiot liryczny tych wierszy – należy dotrzeć do samej podszewki zmysłowych doznań, rozumianych tu jako konsekwencja rozejmu pomiędzy barwą, dźwiękiem i uczuciem. Nic nie jest tu takie, jakie wydawałoby się być na pierwszy rzut oka. Nie jest to czymś niezwykłym w kontekście twórców młodego pokolenia. Jednak tutaj poeta skrzętnie łączy wrażenia, prawdopodobnie właściwe także sobie, z przekonaniem, że nienormalność, irracjonalizm i kłamstwo są zbyt spopularyzowane w społecznym dyskursie, aby unikać ich w literaturze. Ona sama, właściwe za sprawą takich utworów, staje się bardziej codzienna i można rzec: uniwersalna i utylitarystyczna.

Słowa, przemieniające świat w przestrzeń poetyckiej refleksji, czynią z niego coś irracjonalnego, wprowadzają elementy „zdziwaczenia”, bądź schizofrenii. To doprowadzanie do ekstremum wszystkiego, co wydaje się być normalne, przynosi szereg konsekwencji: pustułka w kolejnym wcieleniu staje się „okrętem podwodnym”, a „w przełyku znów zalęga się ślimacznica”[2]. Większość z elementów świata przedstawianego na kartach tego tomu jest wybrakowana, uszkodzona przez czas lub powoli poddaje się destrukcyjnemu wpływowi rdzy, jakby poeta apelował do czytelników, aby nie ulegali pierwotnym postrzeżeniom, gdyż wszystko jest względne. Nie można być zatem zaskoczonym, jeżeli kiedyś „iniekcja zmieni karetkę w tramwaj”[3]. Tego typu wrażenia wywierane są na odbiorcę dzięki kolizji znaczeń i napięć kreowanych pomiędzy sąsiadującymi ze sobą słowami, wersami i przerzutniami nie odwołującymi się na dodatek do tych samych kategorii znaczeniowych.

Nieporozumienia i nieścisłości są główną siłą tego tomu. W „Tonic” natrafimy na nie na każdym kroku. Podobnie rzecz ma się z wszechobecnymi tu postulatami wyartykułowania pragnień: „trzeba z ciszy uszyć dźwięk”[4]. Z tego natłoku wyłania się także wiele problemów współczesności, by wymienić tylko przemoc, zmierzch autorytetów, kontrast biedy z bogactwem, epatowanie siłą, bądź niemożliwość poradzenia sobie z własną cielesnością. Jest tutaj wszystko: klasycyzm walczy z awangardą, żywy szuka umarłego, dorośli przypominają dzieci, a malarstwo koresponduje z barwą dźwięków. „Wszechświat jest balonikiem który ciągle rośnie”[5] i takie anomalie – przewiduje Mariusz Appel – niepostrzeżenie przeistoczą się w normalność.

Choć wierszy jest tutaj niewiele, to znaczeń co niemiara. „Tonic” to w głównej mierze tom ubolewający nad przedkładaniem w XXI-wieku futurystycznych (nierealnych) wizji nad zmysłową tradycję. Nie należy odrzucać cywilizacji, to przekonanie jest tutaj aż nadto wyeksponowane, lecz trzeba nieustannie balansować nad całym dorobkiem poszczególnych epok i kultur, w tej poezji szczególną rolę odgrywają włoska, chińska, hiszpańska oraz indiańska. „Tonic” to kwintesencja logicyzmu poezji (obecna tu niezrozumiałość w świecie poetyckim w „magiczny” sposób przestaje przecież mieć znaczenie), dynamizmu (przejawiającego się umiejętnym szafowaniem perspektywami i obrazami) oraz spójności (tom ten stwarza przecież własny, hermetyczny świat, w którym czytelnika obowiązują jedynie zasady gry w szachy).

Autor: Przemysław K.

Mariusz Appel „Tonic”, wydawnictwo Forma, Fundacja Literatury im. Henryka Berezy, Szczecin, Bezrzecze 2013, s. 36

——————————–

[1] s. 9

[2] s. 12

[3] s. 13

[4] s. 15

[5] s. 23

Cytat wykorzystany w tytule tego tekstu pochodzi ze strony 14.

Reklamy
„rechot wzmocniony przez echo przywołuje obrazy”, czyli pryzmat, menisk i biologiczna przestrzeń ciała