“Cały wszechświat wie, kim jestem”, czyli dlaczego jesteśmy pewni, że nie żyjemy w labiryncie dla myszy

Philip Kindred Dick (1928-1982) to protoplasta science fiction, który dzięki swym książkom na zawsze zapisał się w historii literatury jako twórca dążący do pozbawienia rzeczywistości pozorów harmonii oraz łudzącego wpływu przypadku na całość istnienia. Pewny wyraz tego odnajdziemy we wznowionej niedawno jednej z pierwszych jego powieści. „Czas poza czasem” to wydana w 1959 roku książka mająca na celu poddanie w wątpliwość natury realności i literacka próba zasygnalizowania, że wszystko, co nas otacza, może być kłamstwem.

Wspaniałym sposobem na fabularną realizację tego pomysłu stało się wprowadzenie bohatera-eksploratora. Tym protagonistą jest Ragle Gumm, dojrzały mężczyzna, który wraz z rodziną mieszka w nieokreślonym prowincjonalnym mieście w Stanach Zjednoczonych. Od kilku lat nieprzerwanie wygrywa w konkursie organizowanym przez lokalną gazetę, dzięki czemu stał się sławny i rozpoznawalny. Całe dnie poświęca zatem na przewidywanie w jakim miejscu następnie pojawi się „mały zielony ludzik” i uważnie obserwuje otaczający go świat. Tym samym bez żadnych trudności odnotowuje kolejne zauważone anomalie, między innymi: rozpadający się na molekuły wózek z napojami, książka telefoniczna z nieistniejącymi numerami oraz czasopismo ze zdjęciami nieznanej mu Marilyn Monroe. Kulminacją tego staje się „otwarcie niebios” i „przemówienie” po imieniu do bohatera przez Boga. Wszystko to prowadzi do załamania nerwowego. Ragle Gumm uświadamia bowiem sobie, że rzeczywistość niezauważalnie przenika się z wytworami jego psychozy, „realny apendyks” ewoluuje w „chorobliwe wizje”. Sam stawia sobie diagnozę – „psychoza paranoidalna”. Uznaje siebie za centrum wszystkiego, oś wszechrzeczy i „cel całej ewolucji uniwersum”, czyli istotę warunkującą istnienie każdego elementu ogromnej układanki. Kluczowe dla rozwiązania całej zagadki jest odkrycie, że wszyscy wokół pilnują go, aby pod żadnym pozorem nie opuszczał miasta. Podejmuje więc decyzję o tym, aby z nikim nie podejmować kontaktu, każdy może być przecież wrogiem i mieć na celu unicestwić go jako jednostkę ponadprzeciętną. Osacza go przeczucie, iż wokół niego są sami szpiedzy, nie ma jednak żadnej możliwości na wydobycie się z tego impasu. W końcu pojawia się u bohatera pewność, że to, co dotychczas wydawało się być realne jest kłamstwem, a to, co stało się hipotetycznym wytworem jego chorej wyobraźni jest w rzeczywistości prawdziwe. Okazuje się, że infantylna gra logiczna zamieszczana w gazecie jest naprawdę arcyważna, gdyż wpływa na przyszłość gatunku ludzkiego.

„Czas poza czasem” to najbardziej wyrazistszy w twórczości Dicka postulat o zweryfikowaniu własnej percepcji świata. Utwór ten wskazuje na fasadowość organizacji współczesnych społeczeństw, w których prawda jest bardzo odległa od przekazów medialnych. Jako, że powstała jeszcze w czasie, gdy popkultura jeszcze nie odgrywała tak destrukcyjnej roli w amerykańskiej sztuce, jej lektura to niezwykłe przeżycie. Autor wręcz w każdym zdaniu tej powieści zastanawia się jak odróżnić „rzeczywistość od urojenia” i co niepokojące w jego wyobrażeniu tylko odważni i skorzy do podjęcia ryzyka mogą spodziewać się odkrycia choć namiastki autentyzmu, mieć nadzieję na wyjście poza kurtynę złudzeń. To badacz tego, co tkwi pomiędzy sprawdzalnym i możliwym do przypuszczenia, mistrz spekulacji w poszukiwaniu aberracji. Philip K. Dick bez wątpienia dorobił się o wiele bardziej intrygujących i dopracowanych warsztatowo realizacji swych konceptów, lecz trzeba jednak przyznać, że także ta książka jest dowodem na obcowanie z dziełem geniusza.

Autor: Przemysław K.

Philip K. Dick „Czas poza czasem”, przełożył: Robert Reszke, posłowiem opatrzył: Marcin Zwierzchowski, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2013, s. 272

Reklamy
“Cały wszechświat wie, kim jestem”, czyli dlaczego jesteśmy pewni, że nie żyjemy w labiryncie dla myszy