„Życie jest zbyt krótkie, aby marnować je na sprawy, które nie wspierają naszych idei”, czyli o zapomnianej odwadze każącej zawsze iść pod prąd

Inspiracją dla Filipa Springera (rocznik 1982) do zajęcia się twórczością małżeństwa Hansenów stała się jego pierwsza książka o architekturze. W „Źle urodzonych. Reportażach o architekturze PRL-u”  mówi o nich jako o artystach wyprzedzających o dwadzieścia lat swoją epokę, a dziś już zupełnie zapomnianych i w wielu środowiskach przemilczanych. Wtedy nie miał zbyt wiele miejsca na zajęcie się tymi dwiema intrygującymi postaciami, zatem „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” można uznać za pewnego rodzaju dojrzały owoc ówczesnej fascynacji. Nie jest to jednak biografia czy też monografia, lecz zwrócenie uwagi na coś bez wątpienia wybitnego, próba zapoczątkowania dialogu w XXI-wieku o koncepcjach Hansena oraz wyrażenie swej nadziei na to, że istnieją jeszcze na tym świecie ludzie, którzy bez względu na wszelakiego rodzaju poprawność chcą merytorycznie dyskutować nad stanem obecnej cywilizacji.

Oskar Hansen (1922-2005) jawi się na kartach tej książki jako konceptualista Formy Otwartej w architekturze, czyli nowatorskiego sposobu organizacji przestrzeni. Wraz z żoną, Zofią Hansen (1924-2013) skonstruował kilka osiedli, w których pragnęli zastosować ideę „placu na kondygnacji”. Projektanci przekazywaliby przyszłym mieszkańcom określoną przestrzeń chcąc, aby ci w zupełności dostosowali ją do swoich potrzeb. Jak wiele rzeczy w ich historii i to się nie powiodło. Przede wszystkim znani są z zaprojektowania Przyczółka Grochowskiego, który prawdopodobnie przysporzył im najwięcej „wrogów” wśród mieszkańców, którzy wręcz znienawidzili to miejsce i czuli się niesłychanie skrzywdzeni przez los. Springer zwiedza osiedla autorstwa Hansenów, nawet zamieszkuje na jednym z nich. Zauważa wszechobecną „bylejakość”, której źródeł nie należy doszukiwać się w projektach, lecz w realiach czasów w jakich powstawały. Rozmawia z ludźmi, którzy uważają się wręcz za ofiary Formy Otwartej. Rezultatem tego jest przekonanie o wszechobecnym niezrozumieniu dorobku tych artystów. Wciąż zadaje sobie pytanie: „Czy o to naprawdę chodziło?”. Jedyną odpowiedzią, jaką jest w stanie sformułować, jest konkluzja, że obecny świat nie jest jeszcze gotowy na architektów tej miary, co Hansenowie. Jako pierwsi w naszym kraju zaczęli mówić o konieczności „humanizacji” powstających nieprzemyślanych budowli. Drugą teorią, jeszcze bardziej „awangardową”, jest Linearny System Ciągły, w duchu którego miano między innymi przeorganizować Polskę i w założeniu był on (oczywiście nieosiągalnym w innej formie) przestrzennym kompromisem pomiędzy życiem w mieście i na wsi.

Powszechnie uznaje się, że gdyby Oskar Hansen pozostał za granicą stałby się najwybitniejszym architektem swojego pokolenia. Nieustannie czerpał inspirację od mistrzów spotkanych niegdyś podczas pobytu w Paryżu: Picassa, Le Corbusiera oraz Jeannereta, którzy pokazali mu w jaki sposób można założenia przekuć w dzieło. Przez długi czas pracował na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, dzięki czemu wielu z czołowych artystów obecnego stulecia jest jego nieoficjalnymi spadkobiercami i kontynuatorami głoszonych przez niego idei. Co ciekawe tylko nieliczni się do tego otwarcie przyznają. W pewnym sensie tytuł tej książki jest również aluzją do najsłynniejszej wypowiedzi Oskara Hansena, w której wyraża on swoje przekonanie o tym, że jego projekty prędzej czy później zostaną zrealizowane, a on swoją osobą wyłącznie chciał zasygnalizować konieczność zmian. Jako „syn Rosjanki i Norwega” i „Polak z wyboru” najbardziej ceniony jest w krajach skandynawskich, gdzie powstała nawet szkoła BAS (Bergen School of Architecture), w której plan dydaktyczny w zupełności oparty jest na jego koncepcjach.

„Zaczyn” to także opowieść o idealnie uzupełniającym się małżeństwie. Oskar Hansen od zawsze był utopijnym teoretykiem, to Zofia go „sprowadzała na ziemię”, przypominała mu o realiach i ich możliwościach. Pozostawali zawsze na uboczu, nie doczekali się dużej liczby realizacji swoich projektów, do końca życia nie przestawali bronić głoszonych idei. Przykładem tego może być niezrealizowany projekt „Pomnika-Drogi” w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, którego założeniem było przekreślenie całego terenu sześćdziesięciometrowym pasem asfaltu.  Nazywani są „ideowcami”, którzy wyłącznie dążyli do podniesienia Polski z ruin, wprowadzenia zmian w przestrzeniach miejskich największych aglomeracji. Pomimo tego nigdy nie mogli pogodzić się ze światem, w którym wszystko musi się sprzedać, a potrzeby ogółu są zupełnie niezauważalne. Brutalnie konfrontowani byli z rzeczywistością PRL-u, w którym liczyło się wyłącznie takie zagospodarowanie (przeważnie niewielkiej) przestrzeni, aby zmieściło się na niej jak najwięcej ludzi. Takie spojrzenie na architekturę zupełnie nie korespondowało z ich koncepcjami, zatem powstało kilka „pomników” niezgody takich jak lubelskie osiedle Słowackiego i warszawski Rakowiec. Niekiedy jednak mogli odetchnąć i zająć się tym, co pozwalało im przynajmniej choć w jakimś stopniu skorzystać z własnych horyzontów i zdolności. Projektowali więc pawilony na międzynarodowe wystawy, swoje mieszkanie na ulicy Sędziowskiej oraz dom na wsi, w Szuminie.

Filip Springer, zapewne nieświadomie, swój reportaż napisał zwracając uwagę odbiorcy na nieustannie obecną w recepcji dokonań Hansenów niesprawiedliwość ludzką w ocenie elementów rzeczywistości, których zasadności do końca się nie rozumie. Tym samym wszystko to, co udało im się zrealizować skazane jest na zapomnienie jako zbyt daleko wybiegające w przyszłość i nie przystające do szarej, jednostajnej i opanowanej przez schematyzm polskiej przestrzeni. Rozmawiając z mieszkańcami osiedli zaprojektowanymi przez to małżeństwo, ich znajomymi oraz profesorami i studentami ASP reportażysta uświadomił sobie, że wielu świadomych jest geniuszu Hansenów. Jednak w ich przekonaniu obecnego świata nie stać na idealizm. Oskar Hansen był jednym z niewielu, którzy dopuścili możliwość jego zaistnienia oraz konieczności sformułowania wzoru na komfortowe przeżycie dramatu istnienia wśród ciągłości, prostoty i zakłócania harmonii z równoczesną kreacją nowego porządku. Największym problemem osobowości Zofii i Oskara Hansenów był tym samym wyłącznie fakt, że pomimo wszystko chcieli ratować świat.

Autor: Przemysław K.

Filip Springer „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach”, Wydawnictwo Karakter, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Kraków – Warszawa 2013, s. 264

——————————–

Cytat wykorzystany w tytule tego tekstu pochodzi ze strony 231.

Reklamy
„Życie jest zbyt krótkie, aby marnować je na sprawy, które nie wspierają naszych idei”, czyli o zapomnianej odwadze każącej zawsze iść pod prąd