Rasa, płeć, ciało i miejsce, czyli „Nikt nie jest znikąd”

„NN” to powieść awangardowa i z tego powodu nietuzinkowa. Składa się z dwóch części. Pierwsza z nich zatytułowana enigmatycznie „Nikt” wprowadza na scenę tytułowy „rekwizyt”, czyli nikomu nieznanego człowieka o nazwisku Nowak. Zostaje on znaleziony na ulicy przez trzy pozornie przypadkowe osoby prowadzące całkowicie odrębne narracje, dzięki czemu prezentują  własną historię i wersję wydarzeń. Pierwszym przechodniem, inicjującym całą opowieść, jest Artur Kochanowski, który w knajpie przeżywa przegraną ukochanej „Wisełki”. Z powodu halucynacji wywołanych marihuaną „ocknął” się dopiero na ulicy. W trakcie rozmyślań nad tym jak zareaguje jego partnerka na tak późny powrót do domu zauważa na ulicy leżącego mężczyznę:

„Podszedłem, potknąłem się blisko, widać było białe adidasy, kurtkę, rękę… To facet jakiś leży, rany boskie, facet jakiś, bezdomny, ale dlaczego na ulicy? I dlaczego taki wywichnięty…”[1]

Co ciekawe, w kontekście późniejszych zdarzeń, mężczyzna jeszcze oddycha. Za chwilę na miejsce przychodzi Mariola i tajemniczy człowiek mający na sobie „marynarkę z postawionym kołnierzem”[2], który zaraz po zobaczeniu radiowozu w popłochu ucieka. Już w tym momencie pojawia się zakrzywienie rzeczywistości. Gdy „Arti” dzwoni na pogotowie mówi, że jest w Wenecji. Po dotarciu do szpitala znaleziony człowiek umiera, a narrację kontynuuje Mariola. Jest kobietą zagubioną. Jej mąż ją bije, zdradza i nie zwraca uwagi na pogarszający się stan psychiczny małżonki, która wpada w depresję z powodu śmierci ukochanego dziecka, „Damianka”. Pochodzi z najniższej klasy społecznej, pracuje w sklepie spożywczym, a cały wolny czas poświęca na opłakiwanie dawnej straty i tworzenie wpisów na swoim blogu, które zawierają wyidealizowaną wersję jej życia. To właśnie internet pozwala jej na uzewnętrznianie się i ucieczkę od rzeczywistości, której nie ma siły zmienić. Następny w kolejce do zabrania głosu jest Reszka, będącym modelem kombinatora, człowieka szukającego korzyści we wszystkim co go otacza. Jako jednostka pozornie wyzwolona  czynnie uczestniczy w działaniach środowiska „No Name” i oddaje się „omamom”, także wywołanym przez narkotyki. Uciekając przed policją trafia do „Jerzaka”, którego prosi o nocleg. Choć ten odmawia to równocześnie proponuje mu miejsce u swego wujka Franka. I to właśnie starszy człowiek, „rasowy” antysemita staje się kolejnym narratorem. Od razu swego gościa oskarża o „żydostwo” i zgłasza go na policję. Jest jednostką całkowicie odrzucającą to co proponuje jej świat zewnętrzny. Według niego „telewizja łże”, a ludzie tam pracujący to „żydzi” chcący sprowokować świat do agresji i czyniący z siebie społeczeństwo pokrzywdzone przez wszystkich. Pewien ideał prezentowały dla niego czasy PRL-u choć i wtedy „rządziła żydokomuna”. Po tym incydencie rozpoczyna się druga część książki o tytule „Nic”, której narratorem jest wspomniany już tutaj „Jerzak”. Jest on związany z Niną, którą poznał pracując na uniwersytecie. Często chodzą do kina, które jest „fundamentem” ich związku. Uważa siebie za „nikogo”, „Żydogórala”, co nawet stanowi dla niego pewien atut:

„To pułapka podwójnego przeczenia. Nikt jest znikąd. A ja jestem Nikt. Bardzo mi miło (…)”. [3]

Pewnego rodzaju puentą całości jest wyjazd „Jerzaka” i Niny nad morze wraz z przyjaciółmi, czego częściowy opis można odnaleźć w siedmiu odbiegających od normy tworach, które bardzo trudno jest sklasyfikować. Można uznać ten fragment książki za wiersze, fragmenty poematu czy też prozę napisaną dla artystycznego kamuflażu w formie wiersza stychicznego.

Jerzy Franczak to prozaik niezwykły. Już nawet powyższy (celowo nieuporządkowany, jak sama powieść) zarys fabuły wskazuje na szerokie spektrum poruszanych zagadnień w tej pozycji. Zaskakujące zdolności lingwistyczne poskutkowały niepowtarzalnymi stylizacjami – każda z narracji napisana została językiem właściwym dla danej grupy społecznej, z której wywodzi się narrator. Co ciekawe tekst został „wzbogacony” także o charakterystyczne błędy językowe, czy też uproszczenia stosowane w mowie potocznej. Tym samym jest to proza do głębi realistyczna, wręcz krwista (na co wskazuje między innymi bezpardonowe wykorzystywanie wulgaryzmów). Każda z części opatrzona została pewnego rodzaju mottem zaczerpniętym z internetu, co także wskazuje na dalekosiężne inspiracje codziennością. Choć w swojej najnowszej książce autor prezentuje poglądy różnych środowisk to możemy wyróżnić kilka wspólnych cech, które pośrednio łączą bohaterów za pomocą mobilizacji słów. Wszystko to co ich określa, to co ich definiuje, jest na zewnątrz ukryte. Pojawia się tylko i wyłącznie za pomocą prozy. Nieudolnie dokonują na sobie osobliwych zabiegów, takich jak autocenzura i samookaleczenie, które zamiast odciągnąć ich od tego co przeszłe i złe wciąż skłania do kontaktu ze znienawidzonym banałem codzienności. Główną osią narracji są wszechobecne stereotypy, które pokazują jak niewiele potrzeba, aby złamać człowieka będącego tylko w naszej wyobraźni na jednym z najwyższych stopni drabiny bytów. Jak nieustannie podkreśla autor – antropocentryzm już dawno wpadł w przepaść zapomnienia, teraz czas na wyzbycie się swych uprzedzeń. Celem nadrzędnym tej pozycji jest uświadomienie czytelnikowi, że jego walka z codziennością jest pozbawiona celu, jest utratą własnego „Ja”, tego co czyni go istotą rozumną.

Jerzy Franczak na pierwszy rzut oka dotarł do samych granic prozy, zarówno pod względem formy jak i fabuły. Choć jest jeszcze wiele do odkrycia to „NN” jest niewątpliwie krokiem milowym w abstrakcyjny świat literackich kolaży.

Autor: Przemysław K.

Jerzy Franczak „NN”, Korporacja Ha!art, Kraków 2012, s. 176

——————————–

[1] s. 18

[2] s. 20

[3] s. 113

Cytat zawarty w tytule tego tekstu pochodzi ze strony 113.

Reklamy
Rasa, płeć, ciało i miejsce, czyli „Nikt nie jest znikąd”