Nawet stal nie pomoże w oczyszczeniu z cierpienia

Lektura „Znieważonych” to moje pierwsze zetknięcie z prozą Sándora Máraiego. Zetknięcie, trzeba rzec, zadziwiająco oszałamiające, pełne zachwytu i podziwu. Mój przykład pokazuje więc, że nie jest konieczne chronologiczne podejście do jego dzieł. Powieść ta jest czwartą częścią cyklu „Dzieło Garrenów” (poprzednie to: „Zbuntowani”, „Zazdrośni” i „Obcy”). Została podzielona na dwie autonomiczne części, odrębne tylko pod względem treściowym i tajemniczo zatytułowane: „Głos” i „Zmiana”.

Całość rozpoczyna się bardzo konkretnie. Już pierwsze zdania wskazują na szczegółowość i specyfikę wybranego przez autora modelu narracji. Okazuje się, że głównym bohaterem został w tym przypadku Peter Garren, który uważa się za obywatela całej Europy, jakby ogromny kontynent podzielony przez polityków za pomocą niezliczonych granic był dla niego jednością, a nie zbieraniną społeczeństw o odmiennych i obcych sobie nawzajem kulturach. Jako pisarz-pragmatyk, wnikliwy obserwator otaczającej go rzeczywistości, od razu składa czytelnikowi odważną i poniekąd naiwną deklarację o tej oto treści: „Chcę tu zapisać samą prawdę”. Pierwsze słowa tekstu właściwego rozwijają wcześniejszą, ascetyczną autocharakterystykę zawartą w przedmowie. Dowiadujemy się, że osobą prowadzącą narrację jest trzydziestosześcioletnim mężczyzną, którego egzystencja została zdeterminowana przez wystąpienie Hitlera, a właściwie przez jego głos ingerujący w „podstawową materię” życia bohatera. Przez całą powieść ani razu nie pada to imię, budzące przecież niewyobrażalny strach w czasach, kiedy niniejsza książka się ukazała, czyli w roku 1947. Jest to więc wyłącznie pewne miejsce „niedookreślenia” pretendujące interpretatorów Máraiego (za pomocą osadzenia fabuły w początkowych latach trzydziestych XX wieku) do dokładniejszego umiejscowienia opowieści w historii Europy. Paryż dla Petera jest „nową ojczyzną”, pochodzi z obcego kraju, którego reminiscencji (jak jest przekonany) na pewno nie odnajdzie w tym mieście miłości. To właśnie stolica Francji wszystkiego go nauczyła. Teraz potrafi spacerować, wspominać, kochać kamienie oraz odczuwać wszystko to co dookoła tętni życiem. Choć żyje w środowisku, które jest przekonane o tym, że „rewolucja jest nieunikniona” to równocześnie, opierając się na swym intelektualistycznym światopoglądzie, szuka sposobów na pacyfistyczne rozwiązanie konfliktów. Głęboko zakorzeniona w ludziach sztuki świadomość nadchodzącego niebezpieczeństwa nie przynosiły w czasach przedwojennych, według Máraiego, żadnych realnych działań, jedynie bezczynne i melancholijne spoglądanie w przyszłość. W powieści tej pojawiają się bardzo odważne refleksje na temat narodowości. Niemcy, zdaniem jednego z bohaterów, są narodem „prawdziwie groźnym”, wręcz „antyeuropejskim”; tylko oni szukają realizacji swej „niemieckości”. Wyartykułowana jest także pewność, że kraj ten przed niczym się nie zatrzyma, jego wyobraźnia, pragnienia i możliwości są bowiem nieograniczone.

Wspaniała książka. Pełna interesujących portretów przeróżnych ludzi związanych ze środowiskiem kultury „znieważonej” XX wieku. Kultura „wysoka” jako element odrzucony przez społeczeństwo stała się za sprawą tej powieści czynnikiem koniecznym do ukazania prawdy o człowieku będącym tylko marionetką własnych żądań wobec życia.

Autor: Przemysław K.

Sándor Márai „Znieważeni”, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2012, s. 216

Reklamy
Nawet stal nie pomoże w oczyszczeniu z cierpienia