Poczuj to, kres się zbliża

Poczucie kresu – nagrodzona w 2011 roku nagrodą Bookera najnowsza książka Juliana Barnesa (ur. 1946), wybitnego angielskiego pisarza, poddaje w wątpliwość dotychczas nam znaną konwencję powieści. Tym razem autor Papugi Flauberta postanowił złączyć ze sobą kilka aspektów: esej, fabułę oraz próbę stworzenia autobiografii, której autorem miał być główny bohater. Już pierwszy, bardzo intrygujący, akapit tego dzieła uzmysławia nam, że nie jest to klasyczne ujęcie tematu. Sześciopunktowy plan (zarys) całości pozwala odbiorcy już na początku zapoznać się z kompendium różnobarwnych plam wspomnień bez znajomości ich szerszego kontekstu. Później przychodzi pora na osobliwą wędrówkę podczas której dotychczasowa niewiedza ma zostać uzupełniona w sposób równoległy, w tym samym momencie bowiem z faktami oswajać się będzie i czytelnik i bohater.

Reklamowana przez wydawcę jako Podróż w czasie do zaskakującego celu rozpoczyna się w sposób czysto linearny. Narrator, będący (jak dowiadujemy się później) już na emeryturze, dokonuje myślowej retrospekcji do czasów swojej młodości, gdy był częścią grupy młodych intelektualistów, chociaż określenie to, jak sam wyznaje, jest zbyt przesadzone w tym kontekście. Pewnego dnia ich grono nieznacznie się powiększa o Adriana Finna – wysokiego i nieśmiałego chłopca, który spuszczał wzrok i nie zdradzał swoich myśli (s. 10). Choć na początku czekali na jego pierwszy krok, nie zwracali na niego uwagi, to już po kilku dniach stali się pewnego rodzaju, idealnie uzupełniającą się, jednością. Jednak, co okaże się później znamienne, nie wstąpił on świadomie do ich wspólnoty, a jedynie pozwolił się wchłonąć, nie dając po sobie poznać, że mu na tym zależy (s. 14).

Od razu uświadamiają sobie, że nowy nie przystaje do nich, ponieważ na ogół zachowywał się poważnie, z wyjątkiem chwil, kiedy robił sobie jaja (s. 13). Prezentuje całkiem odmienny od swoich kolegów światopogląd: w trakcie modlitwy porannej wygłaszał stosowne kwestie, czynnie uczestniczył w zajęciach wychowania fizycznego i przychodził do szkoły z klarnetem (s. 14). W dodatku miał w zwyczaju zachowywać swoje opinie dla siebie, co jego zbuntowanym przeciw rzeczywistości rówieśnikom nie przypadło do gustu. Choć jego życie nie zawsze było kolorowe to nie szukał w nim powodów do narzekań. W międzyczasie bohater dokonuje ocen swojej postawy w tamtym czasie. Zauważa, że czuł się uwięziony w jakimś kojcu i z niecierpliwością oczekiwał na czas gdy zostanie uwolniony, na czas gdy w pełni dorośnie i jego życie nabierze tempa. Bardzo się jednak mylił. Dorosłe życie okazało się bowiem jeszcze większym niewolnictwem niż dotychczasowa egzystencja, a obowiązek dokonywania nieustannych wyborów coraz bardziej go przytłaczał. Jak wszyscy w ich wieku był spragniony prawdziwego życia, wątpił w polityczne i społeczne systemy oceniając je jako skorumpowane i nie miał świadomości pretensjonalności własnego zachowania i wypowiedzi. Nie poszukiwał jednak racjonalnego zamiennika uważając, że jedynie chaos będzie skutecznym rozwiązaniem. Refleksje te poparte filozoficznymi rozważaniami często stają się zawarte w filozoficznych quasiesejach, nie będących jednak próbą ujęcia własnych poglądów w ogólnym tle filozoficznym epoki.

Z biegiem czasu w grupie młodych ludzi coraz bardziej stała się widoczna filozoficzna rola Adriana, który nakłaniał pozostałych do posługiwania się w życiu myślą oraz regułami. Ich pierwszymi młodzieńczymi lekturami były dzieła Russela, Wittgensteina, Camusa, Nietzschego, Orwella, Huxleya, Baudelaire’a oraz Dostojewskiego, choć każdy z nich miał własne określone preferencje i starał się nie wykraczać poza  nie. Co oczywiste nie szanowali zdania rodziców, którzy widzieli sprawy inaczej, traktując swoje dzieci jak niewiniątka zagrożone niespodziewanie przez trujące wpływy (s. 17). Pewną przerwą w codziennej rutynie stało się samobójstwo Robsona z szóstej klasy o profilu ścisłym, który zabił się prawdopodobnie po tym jak dowiedział się, że zostanie ojcem dziecka swojej dziewczyny. To pozornie nic nie znaczące wydarzenie stanie się później pewnym znakiem, modelem postawy człowieka nie mogącego poradzić sobie z nadmiarem czekającego go obowiązku. I na tym wypadałoby skończyć opis tła tej powieści, gdyż później wydarzeń (faktów) jest niewiele. Ich miejsce zajmuje często eseistyczny ton, przeplatany z mimowolnym podążaniem za dotychczas rozpoczętą fabułą, co prowadzi do (nie)rozwiązania (?) tajemnicy spadku, na który złożą się dwa dokumenty i pięćset funtów, będące tak naprawdę przyczyną wszczęcia całego zamętu i główną osią fabularną powieści.

Jak wiemy Julian Barnes jest przedstawicielem współczesnego postmodernizmu. Nie powinien więc zaskakiwać fakt, że w swojej najnowszej książce chce w oryginalny sposób zawrzeć opowieść na temat największego problemu dzisiejszego świata – starzenia się. Obecne społeczeństwo źle znosi kontakt z ludźmi w wieku poprodukcyjnym, tworzących przez to mimowolnie pewnego rodzaju zasłony mające na celu zniekształcenie ogólnego obrazu rzeczywistości i zręczne omijanie pułapek pamięci, która z biegiem czasu zaczyna szwankować. Bardzo interesujący, ciekawie i dynamicznie, wprost na oczach czytelnika,  rozwijany koncept.

Autor: Przemysław K.

Julian Barnes „Poczucie kresu”, Przekład Jan Kabat, wydawnictwo Świat książki, Warszawa 2012, s. 176

Reklamy
Poczuj to, kres się zbliża