Czyżby znów to samo?

Młody hiszpański pisarz – Carlos Ruiz Zafón – wydaje kolejną książkę, a, co zbytnio nie dziwi w przypadku tego autora, oskarżeniom o schematyczność jego twórczych dokonań znów nie ma końca. Uważam, że osoby zgłaszające tego typu zastrzeżenia powinny bliżej przyjrzeć się jego tekstom i usiłować, przynajmniej w ułamku, poznać ich konwencję i rządzące nią prawa. Czy tego typu powieści, mające przecież pewne naleciałości gotyckie, już z założenia nie są skazane na mimowolną powtarzalność? A idąc jeszcze dalej: czy my, codziennie wykonujący w ten sam sposób te same czynności mamy prawo zarzucać komuś, że chce robić to, co potrafi najlepiej? Niestety, w tym wypadku oponenci tego rodzaju prozy będą mieli bardzo dużo racji. Autor zdaje się „odcinać kupony” od swych wcześniejszych, niekwestionowanych sukcesów. Na dodatek, w zakończeniu, pozostawia dla siebie furtkę, której nawet nie próbował choć trochę ukryć. Ostatnie zdania brzmią bowiem tak: „- Kocham cię – mówi i całuje ją, wiedząc, że historia, jego historia, jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła.” (s. 411). Treść „Więźnia nieba” skutecznie uzupełnia znaczną lukę fabularną pomiędzy dwom wcześniejszymi odsłonami cyklu, których elementem wspólnym jest Cmentarz Zapomnianych książek. Choć „Cień wiatru” i „Gra anioła” są ściśle powiązane z tą pozycją i zawierają w sobie wiele nici łączących się w interesującą całość to możemy bez problemów każdą z nich czytać osobno. Jednak dopiero poznanie wszystkich dotychczas wydanych da nam pełny obraz ewoluowania stylu autora.

Wszystko zaczyna się w 1957 roku, gdy księgarnia Sempere i Synowie przeżywa kolejny kryzys sprzedaży. Już od pierwszych słów otwierających opowieść porywa nas wspaniały gawędziarski styl Zafóna z domieszką hiszpańskiej poetyckości: „Owego roku wszystkie dni poprzedzające święta Bożego Narodzenia jakby się zmówiły, że będą świtać ołowianą szarością i w szronie. Miasto tonęło w niebieskawym półmroku, a ludzie okutani w palta szli spiesznie, ze wzrokiem wbitym w chodnik, zostawiając w powietrzu marznące obłoczki oddechu.” (s. 19). Chwilę po wyjściu ojca z księgarni do Daniela przychodzi tajemniczy mężczyzna, który „przypominał drzewo ogołocone przez wiatry z gałęzi.” (s. 27). Kupuje jedną z najdroższych książek istniejących w ofercie – „Hrabiego Monte Christo”, którą zostawia z dedykacją dla Fermina, także pracownika księgarni i najlepszego przyjaciela młodzieńca. I już po chwili okazuje się, że kluczem do zrozumienia całej sytuacji jest powrót w głąb przeszłości Fermina. W związku z tym następuje retrospekcja do 1939 roku, najstraszniejszego okresu w jego życiu gdy przebywał w więzieniu.

Książka zdążyła już uplasować się na szczycie list sprzedaży wnioskuję więc, że dotarła już do najżarliwszych miłośników twórczości Zafóna. Mam nadzieje, że niewielu z nich się do niego zniechęciło. Nie traćmy nadziei. Jak widzimy, historia Cmentarza Zapomnianych książek się jeszcze nie skończyła, a jej twórca wciąż chce ją uzupełniać o kolejne elementy układanki.

Autor: Przemysław K.

Carlos Ruiz Zafón, „Więzień nieba”, przekład: Katarzyna Okrasko oraz Carlos Marrodán Casas, wydawnictwo MUZA, Warszawa 2012, s. 416

Reklamy
Czyżby znów to samo?