Spróbujmy wypełnić lukę

„Moment niedźwiedzia” to zbiór kilkunastu tekstów, pisanych w różnym czasie, dla różnych czasopism i na różne okazje. Autorka porusza bardzo dużo tematów, w których nie sposób się nie zgubić. Jedynym problemem więc jaki napotkamy podczas lektury tej pozycji to trudność z usystematyzowaniem poszczególnych refleksji połączonych w pewnego rodzaju mapę myśli, która prezentuje jedynie ułamek światopoglądu Olgi Tokarczuk – resztę możemy odnaleźć w jej wspaniałych powieściach. Ostatnia z nich, „Prowadź swój pług przez kości umarłych” została opublikowana aż trzy lata temu. Nie powinien więc dziwić fakt, że miłośnicy tego rodzaju pisarstwa, którzy z zapartym tchem czekają na kolejną odsłonę kunsztu prozatorskiego tej obiecującej pisarki, z rezygnacją przyjęli wiadomość o tego typu publikacji. Błędem byłoby jednak pominięcie tej pozycji. Tym razem przyjdzie nam zmierzyć się z przeróżnymi odmianami publicystyki – znajdziemy tutaj wstępy do dwóch publikacji Wydawnictwa Krytyki Politycznej: „Uwikłani w płeć” Judith Butler oraz „Darkrooms” Konrada Pustoły, teksty z podróżniczego cyklu „Pliki podróżne” publikowanego w „Polityce” czy też recenzję filmu „Matrix”.

Na uwagę zasługuje na pewno pierwszy artykuł opatrzony bardzo interesującym tytułem:: „Jak wymyślić heterotopię. Gra towarzyska”, w którym autorka prezentuje swój „pomysł na utopię” będącym jednocześnie wyzwaniem pozostawionym dla czytelnika, aby także i on poszukiwał pomysłów na lepszy świat i wcielał je, towarzysko, w życie. Po krótkim wprowadzeniu następuje moment na prezentację Konstytucji Heterotopii, których punkty warto tutaj omówić, ponieważ odgrywają ogromną formalną rolę w tym tomie, a przede wszystkim, w pewien sposób, zespalają pozostałe teksty w całość. W tym hipotetycznym, idealnym świecie, człowiek nie jest (niestety) w zupełności istotą wolną – musi bowiem rezygnować z wielu aspektów swojego bytowania na rzecz społeczności. W wielu przypadkach przypominającą naszą rzeczywistość: wiedza stale się uzupełnia, istoty stale konkurują ze sobą w środowisku naturalnym, a „podstawową komórkę społeczną tworzą więzy krwi, czyli rodzina” (s. 22). I tam na całość populacji składają się kobiety i mężczyźni, z których te pierwsze „należą do natury”, a ci drudzy „do cywilizacji” (s. 25). Kolejny rozdział – „Maski zwierząt” – rozpoczyna się od wprowadzenia odbiorcy w filozoficzno-kulturowy świat, dzięki któremu autorka chce przybliżyć mu to jak przez pokolenia zmieniały się ludzkie poglądy o prawach zwierząt. Następnie Olga Tokarczuk pokrótce opisuje kilka jej ulubionych pozycji, w których autorzy skupiają się właśnie na tej tematyce. Zwraca naszą uwagę na twórczość Petera Singera, książkę „Żywoty zwierząt” J. M. Coetzeego oraz „Pod skórą” Michaela Fabera. Najciekawszy chyba jest jednak wcześniej wspomniany cykl „Pliki podróżne” składający się z krótkich tekstów, często tak treściwych i zaskakujących, że aż unikatowych w skali całej współczesnej polskiej literatury. Na dowód wystarczy przytoczyć jeden z podrozdziałów o tytule „Ruch drogowy, Amsterdam”: „Przez okno obserwowałam dziwną scenkę. Oto policjant zachęca karną grupkę japońskich turystów do przejścia przez ulicę na czerwonym świetle. Przecież i tak nie jedzie na razie żaden samochód. Zdezorientowani Japończycy poddali się sugestiom władzy i posłusznie, choć niepewni, przebiegli przez ulicę. Godzinę później na tym samym placu zatrzymały się czarne limuzyny królowej, która odwiedzała pobliski kościół. Limuzyny niefortunnie zablokowały tory, więc ze złością obtrąbił je zniecierpliwiony tramwaj.” (s. 93). Widać tutaj wykorzystanie najzręczniejszej broni tej pisarki: operowanie kontrastem, w prosty sposób pokazującym wszystko to, co dziwne i nietypowe w otaczającym nas świecie, podatnym na absurd. Przeciwstawienie sobie nawzajem dwóch zjawisk, występujących w tej samej sferze, idealnie nadaje się do takich operacji.

Olga Tokarczuk kolejny raz udowadnia, że jest pisarką świadomą własnego powołania. Nie waha się zwracać uwagi swoich czytelników na błędy w otaczającym ich świecie. I (co chyba najważniejsze) nie jest jedynie teoretykiem w tej materii – wskazuje także rozwiązania wielu problemów współczesnej rzeczywistości, pełnej niedoskonałości, które należy próbować zredukować do minimum. Za przykład posłużyć nam może przedostatni tekst zawarty w tym zbiorze o znamiennym tytule: „Znowu zaczynamy przypominać plemię”, w którym autorka definiuje w kontekście kulturowym katastrofę smoleńską. W artykule tym czytamy: „Myślę, że w sytuacji pewnego rodzaju zastoju politycznego, braku nowych perspektyw, nierozwiązanych problemów i pata, w jakim ostatnio znajdowała się polska polityka – hipnotycznie i z wzajemną niechęcią wpatrzonych w siebie dwóch konserwatywnych partii: narodowej i liberalnej – Polska potrzebowała wielkiego spektaklu. (…) Zdanie się na stare wzorce reakcji niosło ulgę tym wstrząśniętym, stojącym w kolejce do prezydenckich trumien ludziom.” (s. 178). Na pierwszy rzut oka widać więc, że pisarz tego rodzaju nie waha wyrażać się swoich poglądów, nie skłania jednak czytelnika do podzielania ich. Można nawet powiedzieć, że grzecznie zaprasza do merytorycznej dysputy. Nie ma więc wątpliwości, że dostajemy do rąk prawdziwą publicystykę, pełną i nieskazitelną w każdym calu.

Autor: Przemysław K.

Olga Tokarczuk „Moment niedźwiedzia”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012, s. 192

Reklamy
Spróbujmy wypełnić lukę