Hiperliteratura

Artyści i osoby kształtujące obraz kultury od dawna poszukują nowych sposobów na wyrażanie siebie. Od dawna proces ten stał się również udziałem twórców literatury. Dzięki temu narodził się hipertekst, czyli pewnego sposobu organizacji tekstu (którego najmniejszą cząstką jest leksja – pojedynczy fragment, niezależna i zamknięta całość) niemający żadnej określonej struktury i z góry określonej kolejności czytania, która w zupełności zależy od czytelnika wybierającego hiperłącza (odnośniki), kierujące go do dalszych partii utworu. Oczywiście zdarzają się także i w tej materii wyjątki. Dotychczas nie wykształciły się ogólne zasady tworzenia tego typu dzieł, więc artyści, inspirujący się przede wszystkim literacką awangardą ubiegłego wieku (za przykład warto podać, składającą się z 155 krótkich rozdziałów, „Grę w klasy” Julio Cortázara z 1963 roku) mogą bezgranicznie wykorzystywać swoją wyobraźnię, podsuwającą im coraz to nowe pomysły. Widzimy więc, że hipertekst (i hiperliteratura) to zjawiska, które rozwijają się na naszych oczach i warto rozwijać przebieg ich burzliwego rozwoju. Już w samym wstępie do opisywanej pozycji, który został napisany przez Piotra Mareckiego i Mariusza Pisarskiego, czytamy: „Literatura elektroniczna to termin – kameleon. W ciągu trzech ostatnich dekad próbowano nim opisać różnorodne zjawiska (…). W niniejszej książce sięgamy do pierwotnego użycia tego terminu, w znaczeniu, jaki nadali mu pionierzy literackiego eksperymentu w nowych mediach. (…) Literacka przygoda z komputerem, utrzymana w duchu awangardowej rewolty, skierowana była przeciwko ograniczeniom, jakie słowu pisanemu przez stulecia narzucał druk. Jej efektem była proza i poezja nielinearna, nastawiona na wybór czytelnika i zapraszająca do „gry w klasy” przez ekranem komputera.” (s. 6).

Prawdopodobnie zaczęło się od Michaela Joyce’a (urodzonego w 1945 roku amerykańskiego pisarza), który postanowił swoją nową książkę napisać w całkiem innej konwencji niż dotychczasowa. Dotarł więc do Natalie Dehn, pracownika Laboratorium Sztucznej Inteligencji, która próbowała w delikatny sposób ostudzić jego zapał przez udowodnienie mu, że realizacja takiego projektu jest w tym momencie całkowicie niemożliwa. Jednak, po pewnym czasie, udało się mu nawiązać kontakt z J. D. Bolterem i Johnem Smithem. Dzięki połączeniu wspólnych sił i zamiłowania do nowych form przekazu stworzyli program komputerowy o nazwie Storyspace (pierwszego programu służącego do tworzenia/czytania hipertekstów) i stworzyli „afternoon, a story” (opublikowanej przez wydawnictwo Eastgate Systems) – powieści napisanej w 1987 roku, która uważana jest za pierwszą fikcję hipertekstową. Na uwagę zasługuje również wypowiedź Joyce’a, która została również przytoczona w tej pozycji: „Dorastałem w polsko-amerykańskim mieście Buffalo, w stanie Nowy York, i Polacy znajdowali się nie tylko pośród moich pierwszych przyjaźni i miłości, ale też pośród pierwszych poetów i pisarzy, z którymi dyskutowałem na temat literatury.” (s. 14). Autor tekstu na temat twórczości Michaela Joyce’a (nota bene twórca portalu i magazynu Techsty, który odgrywa ogromną rolę w informowaniu polskich czytelników o zjawisku hipertekstualności) zwraca naszą uwagę także na inne dzieła tego artysty; komentuje między innymi „Twilight, a symphony” (wydany w 1997 roku, dotychczas ostatni, hipertekst Joyce’a uzupełniony o sferę multimedialną), „WOE” (z 1991 roku) oraz „Twelve blue” (także z 1997 roku). Następnym esejem jest omówienie dorobku Marka Ameriki (ur. w 1960 roku), którego sztandarowym dziełem stał się „GRAMMATRON”, pierwsza część projektu „Net art trilogy”. Jego następne części to „PHON:E:ME” (skonstruowany na podstawie nagrań mp3) i „FILMTEXT” („Składały się nań projekty net artowe, instalacja muzealna, album mp3, e-book i seria performance’ów.” [s. 34]). Na chwilę obecną artysta ten realizuje przedsięwzięcie pod nazwą: „Foreign Film Series”, jest to seria filmów improwizowanych, nagrywanych kamerą wbudowaną w telefon komórkowy. Pozostaje nam tylko zgodzić się z Ewą Wójtowicz, autorką tego artykułu, która zauważa, że „Mark Amerika jest zatem artystą nie tylko internetowym, lecz twórcą multimedialnym w pełnym tego słowa znaczeniu.” (s. 39). Bohaterami kolejnych tekstów są: Stuart Moulthrop (urodzony w 1957 roku autor wielu eksperymentów w dziedzinie literatury hipertekstowej, z której najsłynniejszy to „Victory garden” z 1991 roku, uznawany za klasykę gatunku), Judy Malloy (autorka m. in. „l0ve0ne” [z 1994 roku; polskie tłumaczenie: „k0cHacK0g0s”] znana przede wszystkim z licznych nawiązań do swojej biografii), Shelley Jackson (rocznik 1963) oraz Johannesa Auera (znanego sieciowego prowokatora i artysty, który swoją wystawę miał także w Polsce). I gdy tak czytamy cały czas o autorach zagranicznych nietrudno w pewnym momencie zwątpić w naszych rodzimych twórców. Jednak trzy ostatnie omówienia zostały poświęcone Polakom: Robertowi Szczerbowskiemu (urodzony w 1959 r.), Radosławowi Nowakowskiemu (ur. w 1955 twórca „Liberlandii”) i Sławomirowi Shutemu (rocznik 1973, autor pierwszej polskiej powieści hipertekstowej „Blok”).

Bardzo trudno ocenić w sposób całościowy wszystkie zamieszczone tutaj omówienia, ponieważ stykamy się z tekstami dziewięciu badaczy, którzy na dobrą sprawę przyjęli różne sposoby prowadzenia rozważań. Uważam jedynie, że warto by było dokładniej opracować materiał graficzny, który w niektórych tekstach albo nie został rzetelnie oznaczony, albo jego jakość całkowicie dyskwalifikuje jego odczytanie.

Autor: Przemysław K.

Opracowanie zbiorowe (Autorzy: Emilia Branny, Małgorzata Dawidek Gryglicka, Piotr Marecki, Urszula Pawlicka, Mariusz Pisarski, Agnieszka Przybyszewska, Joanna Roszak, Dorota Sikora, Ewa Wójtowicz) „Hiperteksty literackie. Literatura i nowe media”, Korporacja Ha!art, s. 176

Reklamy
Hiperliteratura