Rewolucję czas zacząć

Minęło zaledwie niecałe pół roku od czasu, gdy miałem okazję przeczytać książkę „Człowiek, który pokochał Yngvego”, a już pojawił się na rynku drugi tom cyklu autorstwa Torego Renberga – chyba najbardziej obiecującego norweskiego pisarza. Dostajemy do rąk pozycję będącą podręcznikową kontynuacją swojej poprzedniczki. Ma jednak jedną, elementarną wadę: brakuje jej tego co wcześniej było fundamentem i osią całej opowieści. Autor uznał bowiem portret psychologiczny głównego bohatera za rozwinięty do dostatecznego poziomu i nie ma zamiaru do niego wracać.

W „Człowieku…” mieliśmy okazję poznać Jarlego od jak najgorszej strony. Młody człowiek nie mógł znaleźć w otaczającym go świecie odpowiedniego miejsca dla swej skomplikowanej psychiki i przez to na każdym kroku popełniał liczne błędy, których po prostu często nie zauważał. Teraz, po kilku latach, młodzieniec zaczyna powoli przekształcać się w dorosłego mężczyznę i jest świadomy swojej dawnej lekkomyślności. Należy więc teraz przystąpić do nieuchronnego i powolnego rozliczenia z burzliwą przeszłością. Choć pierwszy rozdział (o wiele mówiącym tytule: „Jaki mamy dziś dzień?”) daje nam do zrozumienia, że Jarle nadal cały wolny czas poświęca na alkoholowe imprezy to należy zauważyć,  iż całkiem zmienił swoje otoczenie: kontaktuje się z o wiele mniejszą niż dotychczas grupą osób (czyżby pierwszy krok do uczynnienia z niego artystycznego samotnika?) i (co jest bezwątpienia najważniejsze) przeprowadził się ze Stavanger do Bergen, gdzie uczy się na miejscowym uniwersytecie i pisze pracę magisterską w której chce opisać proustowską onomastykę.

Jest  6 września 1997 roku. Kilka dni wcześniej otrzymał list od policji proszącej go o stawienie się na badania mające potwierdzić jego ojcostwo. Okazuje się bowiem, że ma prawie siedmioletnią córkę z Anette Hansen, z kobietą której prawie nie pamięta. Nie minęło wiele czasu i już otrzymuje kolejną korespondencję w której dowiaduje się, że jego córeczka (tytułowa Charlotte Isabel Hansen) przyleci do niego, aby nareszcie poznać swojego prawdziwego ojca i spędzić z nim swoje urodziny.

Renberg nadal wykorzystuje interesujący koncept, jednak nie umie (lub nie chce) nim umiejętnie pokierować, co automatycznie wiązałoby się z podporządkowaniem mu całej historii. Proces ten znacznie zyskał tutaj na jakości, ponieważ na pierwszy rzut oka można rozpoznać tę specyficzną technikę pisarską i starać się w odpowiedni sposób ją zinterpretować. W poprzedniej pozycji było to zręcznie zakamuflowane, więc całość przekazu znacznie traciła na wartości. Wszystko to ma przełożenie na fabułę, która, zważywszy na objętość książki, jest stosunkowo uboga, choć tak naprawdę nie chodzi tu o snucie opowieści lecz o próbę wnikliwej obserwacji młodego człowieka, nie mogącego poradzić sobie z natłokiem problemów.

Autor: Przemysław K.

Tore Renberg Charlotte Isabel Hansen przeł. Katarzyna Tunkiel Wydawnictwo: Akcent, liczba stron: 348, Warszawa 2012

Na blogu dostępna jest również recenzja książki „Człowiek, który pokochał Yngvego”

Reklamy
Rewolucję czas zacząć